Start arrow Czytelnia arrow Artykuły arrow Mariusz Kazańczuk - Średniowieczne korzenie Historyj świeżych i niezwyczajnych
Mariusz Kazańczuk - Średniowieczne korzenie Historyj świeżych i niezwyczajnych | Drukuj |  E-mail
niedziela, 29 maja 2005
Mariusz Kazańczuk - Średniowieczne korzenie Historyj świeżych i niezwyczajnych[1]
 
Zasadnicze znaczenie dla rozwoju nowelistyki staropolskiej[2] miała tradycja nowożytna, którą reprezentowały głównie włoskie nowele Giovanniego Boccaccia i Mattea Bandella oraz francuskie, należące do odmiany histoire tragique. Niemniej jednak w obrębie tej literatury, szczególnie w czasach dojrzałego i późnego Baroku, niemałą rolę odgrywała też tradycja średniowieczna. Oddziaływała ona zwłaszcza na autorów kościelnych, przejawiających zrozumiałe zainteresowanie historiami budującymi, fabułami przykładnymi – opartymi na wzorach średniowiecznego egzemplum.
Z szeregów duchowieństwa wywodziło się wielu utalentowanych narratorów. Część z nich zadawalała się jedynie snuciem opowieści na ambonie, w refektarzu czy rozmównicy, nie próbując nawet przelewać ich na papier[3]. Do tych, którzy sięgnęli po pióro – i to z dobrym skutkiem – należał żyjący a czasach saskich autor obszernego zbioru narracji pt. Historyje świeże i niezwyczajne. Szersze zainteresowanie Historyjami (rkps 1301 Biblioteki Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie) wykazał jako pierwszy Julian Krzyżanowski, publikując obszerny artykuł przedstawiający ich zawartość i źródła[4]. Badania nad zabytkiem, kontynuowała Teresa Kruszewska-Michałowska[5]. Nie zabrakło Historyj na liście utworów omówionych przez Czesława Hernasa w głośnej syntezie literatury polskiego Baroku[6].

Historyje świeże i niezwyczajne były do niedawna uważane za dzieło anonimowe. Pewne światło na postać autora rzuciło odnalezienie drugiej części zbioru, którą rozpoznano w rękopisie 707 z dawnej Biblioteki Baworowskich (obecnie w zbiorach Biblioteki Ukraińskiej Akademii Nauk we Lwowie)[7]. Analiza rękopisu nasunęła wniosek, że autorem był jeden z ojców Towarzystwa Jezusowego. Zakomunikowawszy to w osobnym artykule[8], nie prowadziłem dalszych poszukiwań w tym zakresie. Podjął je natomiast  Stanisław Obirek, który uznał, że obydwa manuskrypty wyszły spod ręki jezuity Michała Jurkowskiego (1682-1758)[9]. Wiadomo wszakże, że niektóre zawarte w nich narracje nie zostały przekazane przez niego w oryginalnej wersji językowo-stylistycznej. Inne też budzą pod tym względem rozmaite wątpliwości. Można jednak przypisać Jurkowskiemu autorstwo Historyj przynajmniej jako twórcy antologii opowiadań, redaktorowi dzieła, które sam przedsięwziął „ku większej chwale Boga”. To on nadał owemu dziełu tytuł i zadecydował o jego kompozycji, zawartości, koncepcji i wydźwięku ideowym.

Julian Krzyżanowski nazwał Historyje świeże i niezwyczajne „jednym z wcześniejszych ogniw łączących kulturę polską z francuską”[10]. Spośród 87 narracji z pierwszej części Historyj aż 73 są przeróbkami siedemnastowiecznych nowel francuskich. Polski autor sięgnął do tekstów, które choć wyszły spod piór różnych pisarzy – Jean-Pierre’a Camusa, Clauda Malingre’a i François de Rosseta – należą do tego samego gatunku prozatorskiego, określanego mianem histoire tragique[11].

Gatunek ten powstał na gruncie nowelistyki francuskiej w drugiej połowie XVI wieku. W dziejach Francji były to czasy szczególne, naznaczone koszmarem Nocy św. Bartłomieja i aż ośmiu wojen religijnych, co też nie pozostało bez wpływu na charakter „historii tragicznej”. Jest przecież rzeczą oczywistą, że przemoc i okrucieństwo, które wkraczają do życia prywatnego i stają się elementem codzienności, muszą znaleźć odzwierciedlenie w literaturze.

Nazwa histoires  tragiques pochodzi od Pierre’a Boaistuau, który umieścił ją na karcie tytułowej dzieła opublikowanego w roku 1559[12]. Był to zbiór sześciu historii miłosnych o tragicznym zakończeniu, wybranych przez francuskiego adaptatora spośród 221 nowel Bandella. Pociąg do wątków tego rodzaju, związany z zainteresowaniem mroczną stroną natury ludzkiej, cechuje też późniejszych przedstawicieli gatunku. „Historie tragiczne” traktują więc „o występnych miłościach, kazirodztwach, mężo- i dzieciobójstwach, czarach, konszachtach z diabłem, a także o zbrodniach politycznych, spiskach, zdradach i wojennych gwałtach”[13]. Tematyka ta sprzyjała mnożeniu drastycznych opisów, które dziś skłonni jesteśmy uznać za wyraz niezdrowej fascynacji okrucieństwem. Warto jednak pamiętać, że ich autorzy znajdowali moralne uzasadnienie dla przywoływania w literaturze scen krwawych i okrutnych. Czyni tak Jean-Pierre Camus, który w przedmowie do Spektakli grozy, jednego ze swych zbiorów nowelistycznych, uprzedza czytelnika, że zagłębiając się w lekturę tej książki, zobaczy „jeno widowiska krwi i rzezi”. Gwoli zaś usprawiedliwienia dodaje: „Dobrzy chirurdzy uzdrawiają, otwierając chorym rany i krew z ich żył upuszczając. My zasię naśladujemy ich, dobre przykłady biorąc z najprzeraźliwszych uczynków, jakich dostarcza nam wielki teatr świata”[14].

 Z przekonania, że snuć opowieści należy wyłącznie z myślą o zbudowaniu i poruszeniu odbiorcy, wynikają takie cechy gatunkowe histoire tragique, jak: operowanie schematem prawo-transgresja-kara, rozbudowywany komentarz moralny, przywoływanie faktów prawdziwych i aktualnych. Francuscy noweliści końca XVI i pierwszych dziesięcioleci XVII wieku dystansowali się od beztroskiej nieprzyzwoitości nowel typu bokacjuszowego. Bliższy był im wzorzec średniowiecznego egzemplum. W niemałym też stopniu rzutował on na charakter „historii tragicznych” (wpisujących się w nurt literatury religijnej i budującej), w tym także na postać narratora, który w obrębie tego gatunku odgrywa rolę rygorystycznego moralisty czy wręcz – jak u wspomnianego Camusa – kaznodziei.         

Francuskie wzory określiły tematykę Historyj świeżych i niezwyczajnych, gdzie wątki kryminalno-sensacyjne łączą się z elementami grozy, makabry i okrucieństwa. Różnice między oryginałami a polskimi przeróbkami ujawniają się dopiero w warstwie językowo-stylistycznej. Adaptator pozostaje niewrażliwy na zawiłości i subtelności stylu francuskich nowel. Sam posługuje się językiem prostym, zwięzłym, dosadnym, zakorzenionym w żywej mowie. W jego opowieściach giną także sążniste moralizacje oryginałów. Nie należy jednak pochopnie sądzić, że w nowelach Camusa, Rosseta czy Malingre’a dostrzega on tylko walory sensacyjnej fabuły. Wyraźnie można odczuć, że Historyje mają wymiar moralny, co wyraża się i w konsekwentym stosowaniu schematu transgresja-kara (innowacja polegająca na rezygnacji z moralnego wstępu do każdej historii), i w czujnej obecności narratora-moralisty, który nie omieszka od czasu do czasu (zwykle na końcu opowiadania) powiedzieć krótko, jaki cel przyświeca relacjonowaniu aż tylu okropności.

Tak więc tym, co w istocie pociąga zakonnego autora we francuskich „historiach tragicznych”, jest nie tyle sensacyjność, ile zawarta w nich nauka moralna. Buduje on zbiór opowieści przykładnych, których głównym tematem staje się grzech i jego opłakane skutki, a jako źródło tego typu egzemplów zbiory wspomnianych nowelistów są wręcz nieocenione. Spośród nich jezuita najbardziej wyróżnia Camusa, biskupa Bellay (w porównaniu z innymi autorami najbardziej związanego z tradycją średniowiecznej literatury egzemplarycznej), od którego bierze aż 48 fabuł! Zapewne bardzo odpowiada mu kaznodziejski styl Francuza. Dlaczego zatem, pracując nad Historyjami, nie ucieka się do owego stylu i dlaczego rezygnuje z przekładania rozbudowanych moralizacji? Odpowiedź na te pytania wydaje się prosta: czyni tak, ponieważ nie pisze tekstów przeznaczonych do druku, tylko do „użytku wewnętrznego”. Ich adresatami nie są laicy, lecz ojcowie jezuici – kaznodzieje i misjonarze, którzy bez większego trudu bedą umieli dopisać do owych fabuł komentarz moralny, kiedy zdecydują się posłużyć nimi w pracy duszpasterskiej.

Michał Jurkowski nie był nowatorem i nie zdecydował się nazwać swoich opowiadań Historyjami tragicznymi. Opatrzył je odmiennym tytułem, nie stanowiącym aż takiego novum. Zapowiedź „świeżości” i „niezwykłości” wywodziła się z tradycji antycznej retoryki i nieobca była wcześniejszym twórcom staropolskiej prozy narracyjnej[15].

„Świeżość” w znaczeniu „aktualności” sygnalizuje tytuł, jakim posłużyli się Rosset i Malingre (co też mogło oddziałać na Jurkowskiego): Historie tragiczne naszych czasów. Obydwaj z pewnością nie przynieśli rozczarowania dawnym czytelnikom; zgodnie z tym, co zapowiedzieli, opisywali współczesne sobie tragedie, afery i skandale. Przykładem niech będzie historia włączona przez Rosseta do trzeciego wydania jego poczytnych nowel, które ukazało się w roku 1619[16]. Przywołane w niej zdarzenia rozegrały się zaledwie dwa lata wcześniej! Bohaterka opowiadania, ukryta pod fikcyjnym imieniem Dragontyny, w rzeczywistości nazywała się Leonora Concini i była wszechwładną faworytą królowej-regentki Marii Medycejskiej. Obrotna kobieta, córka florenckiej praczki, karierę na dworze rozpoczęła jako pokojówka. Mąż jej, znienawidzony „włoski przybłęda”, Concino Concini został marszałkiem d’Ancre, doszedł do wielkich bogactw i władzy. Tragiczny koniec tej pary nastąpił w roku 1617. On zginął z rąk siepaczy Ludwika XIII. (Trupa marszałka wleczono później po ulicach Paryża.) Ją oskarżono o czary i ścięto. Relacjonując te wypadki, Rosset ucieka się do swoistego kamuflażu: akcję opowiadania przenosi z Francji do … Persji, a bohaterom nadaje egzotyczne pseudonimy.

Polski autor nie zainteresował się opowieścią o Dragontynie. Warto jednak zauważyć, że w jego zbiorze znalazła się podobna historia, którą – zapuściwszy się w przeszłość znacznie odleglejszą – zaczerpnął z dzieła Boccaccia pt. De casibus illustrium virorum (I 83[17]). Bohaterka owej historii, Filipa z Katanii żyła na przełomie XIII i XIV wieku. Choć była tylko praczką, dzięki sprytowi i przebiegłości stała się wpływową osobistością na dworze andegaweńskim w Neapolu. Zdołała zaskarbić sobie łaski kolejnych dwóch żon króla Roberta Mądrego, a w późniejszym czasie także młodej królowej Joanny I. Do upadku przemyślnej parweniuszki doszło w roku 1346. Oskarżona wraz z najbliższą rodziną o udział w zamachu na życie Andrzeja Węgierskiego, męża władczyni, poniosła okrutną śmierć na szafocie.

 

ÂŻe tedy wszytkiemu państwu solą w oczu była, żeby było lud ukontentować, na teatrum katowskim, niżeliby śmierć zasłużoną i naznaczoną przez dekret podjęła, kazano ją w oczach wszytkich katu męczyć z wielką pociechą na to patrzących, ale cóż nie dała im dalszej z siebie pociechy, bo na mękach umarła. Kazano tedy pomęczone i oszarpane ciało, i trupa okrzepłego katować. Kazano jej serce i wnętrzności wywlec, łeb uciąć i nad bramą miasta neapolitańskiego na palu postawić, tułub spalono. Syna i córkę, i zięcia, hrabię de Mu<r>san, okrutnie męczono, na rogozce nago ich po ulicach włóczono. Ognistymi kleszczami szarpani a śmiercią niejednakową zginęli: Sankcyja, to jest Filipy córka, żywo spalona; Roberta, syna, wolnym ogniem, u słupa przywiązanego, pieczono, i gdy już już miał konać, pospólstwo rozjadłe porwało go, po rynsztokach włóczyło, na sztuki rozerwało – za szczęście sobie miał, kto go po rynsztokach pazurami mógł zarwać[18].

 

Powyższy przykład świadczy o tym, jak wiele nauczył się polski jezuita od Camusa, Rosseta i Malingre’a. Wypracowawszy własny model „historii tragiczej”, potrafi umiejętnie –– nie trzymając się kurczowo francuskich nowel – wypreparowywać z rozmaitych dzieł wątki tragiczne. Choć zgodnie z prawidłami gatunku, kładzie nacisk na prawdziwość prezentowanych fabuł, nie przywiązuje już tak dużej wagi do tego, by były aktualne. „Najświeższe” historie z jego zbioru odnoszą się do wypadków sprzed co najmniej kilkudziesięciu lat. Z niemałym też upodobaniem zwraca się on ku dalszej przeszłości.

W Historyjach spotykamy więc dość liczną grupę postaci z epoki Średniowiecza. Jest wśród nich owiany romantyczną legendą Konradyn – tragiczny pretendent do korony sycylijskiej. Manuskrypt krakowski zawiera wstrząsający opis egzekucji młodego Hohenstaufa, do jakiej, z rozkazu Karola Andegaweńskiego, doszło w Neapolu 29 października 1268 roku (I 28). Średniowieczna przeszłość południowych Włoch musiała istotnie fascynować jezuitę, bo powraca do niej kilkakrotnie, kreśląc m.in. portrety występnych królowych neapolitańskich: Joanny I i Joanny II (panujących w latach 1343-1382 oraz 1414-1435; I 52). Z Sycylią wiąże się pośrednio postać cesarza bizantyńskiego z XIII wieku, skoligaconego z Hohenstaufami, Jana III Dukasa Watatzesa, przedstawionego w rękopisie lwowskim jako ofiara miłosnych czarów Sycylijki Marcesiny (II 43). Na kartach manuskryptu znalazła się również opowieść o „cesarzu” (w rzeczywistości tylko królu niemieckim w latach 1273-1291) Rudolfie I Habsburgu (II 5), której wątek znany jest z flandryjskiej powieści rycerskiej Karel ende Elegast (przed 1300)[19].            

Druga część Historyj, w porównaniu z pierwszą, stanowi świadectwo silniejszego jeszcze związku z tradycją średniowieczną. W rękopisie lwowskim wyzwala się Jurkowski ostatecznie spod bezpośredniego wpływu nowelistów francuskich. Wprawdzie poszukując rozmaitych „historii tragicznych”, nadal przywołuje głównie wątki nowożytne, sięga jednak chętnie także po stare przykłady kaznodziejskie, popularne od epoki Średniowiecza. Bohaterem jednego z nich jest doktor Silo (II 2; w indeksie Tubacha 1103), do którego przybywa z piekła dusza dawnego ucznia. Potępieniec spuszcza na rękę doktora – by uzmysłowić mu ogrom infernalnych katuszy – kroplę potu. Kropla ta sprawia Sylonowi cierpienie przekraczające skalę ziemskiego bólu. Opowieści o powrotach dusz zmarłych (potępionych lub czyśćcowych) spotykają się na kartach manuskryptu z opowieściami o diable. Obydwa tematy, o proweniencji jeszcze średniowiecznej, wśród kaznodziejów barokowych cieszyły się ogromną popularnością.

Badając związki Historyj z tradycją wieków średnich, warto spojrzeć pod tym kątem na łacińskie dopiski źródłowe, jakimi w obydwu manuskryptach opatruje jezuita poszczególne fabuły. Widać, poznając krąg jego lektur (i zarazem zawartość zakonnej biblioteki), że choć głównie korzysta z literatury nowożytnej, nie stroni jednak od dzieł pisarzy średniowiecznych. Teksty narracyjne wydobyte z pism: Nicefora Blemmydesa (1198-1272), św. Bonawentury (1221-1274), Johanna Herolta (1380-1468), Michaela Lochmaiera (XV w.) stawia na równi z „historyjami świeżymi”.   

 Jak wynika z powyższych rozważań, na kształt i charakter Historyj świeżych i niezwyczajnych wpłynęła w poważnym stopniu – obok tradycji nowożytnej – także tradycja średniowieczna. Zaowocowało to powstaniem interesującej kolekcji historii budujących, pochodzących z różnych czasów, ale połączonych ideą Bożej sprawiedliwości. Są one w większości  egzemplifikacjami prawdy, „że żadna złość nigdy się nie utai, żeby się kiedy sprawiedliwym sądom Bożym wydać nie miała”[20]. Świat pełen jest zła, ale czuwa nad nim baczne Oko Opatrzności. Ponieważ widzi Ono wszystko, dostrzeże każdy występek, każdą zbrodnię – dokonaną nawet w największym ukryciu. Wiara w taki właśnie porządek świata jest niewątpliwie źródłem krzepiącej nadziei. Jednak zebrane przez jezuitę przykłady zgodnie z jego intencją krzepiąc nadzieją sprawiedliwych, miały równocześnie porażać strachem grzeszników. To wyraziste przesłanie pozwala widzieć w nim typowego przedstawiciela „duszpasterstwa strachu”[21], które na początku XVIII wieku, przeżywało wciąż jeszcze okres bujnego rozwoju.

Zawarty Historyjach ładunek przerażenia, pojawiajaca się w nich groza i makabra skłoniły Juliana Krzyżanowskiego do konstatacji, że zbiór ten jest „osobliwą kolekcją tego, co w literaturze angielskiej nazywa się horror and mystery tales, powiastek grozy, osnutych na motywach kryminalistycznych, podobnie jak analogiczne powiastki z epoki  wczesnego romantyzmu”[22]. Skojarzenie zawartości polskiego zabytku z późniejszą „czarną literaturą” należy uznać za niezwykle trafne. Francuskie „historie tragiczne”, z których wyrosły opowieści polskiego jezuity, wyraźnie antycypują literacką modę – właściwą końcowi XVIII i początkom XIX wieku – która zaowocowała w Europie zjawiskiem gotycyzmu. Stąd między ówczesną powieścią (i opowieścią) grozy a dawną „historią tragiczną” zachodzi wiele podobieństw. Obydwa gatunki reprezentują bowiem typ literatury „budzącej przerażenie, strach, napięcie (suspence), operującej motywami zbrodni, okrucieństwa, zjawisk nadprzyrodzonych, demoniczności, maksymalnego zagrożenia itp.”[23]. U Jurkowskiego dochodzi do tego jeszcze upodobanie do przeszłości średniowiecznej, co sprawia, że na miano prekursora literatury gotyckiej zasługuje on może nawet bardziej niż Camus, Rosset czy Malingre.  

Posępny urok histoire tragique, choć gatunek ten nie przetrwał nawet do końca XVII wieku, oddziałał na wyobraźnię kilku późniejszych pisarzy, wśród których znalazł się także Jan Potocki, autor Rękopisu znalezionego w Saragossie. Pod ich piórem barokowe fabuły zachowując klimat grozy i niesamowitości, uwalniały się jednak ze sztywnego gorsetu moralizacji i sensów religijnych. Co dawni autorzy traktują poważnie i dosłownie, co w ich oczach ma teologiczne uzasadnienie, w kręgu późniejszej literatury staje się jedynie – znamiennym dla pewnych gatunków – elementem fikcji i konwencji literackiej.

 

 

Próbka tekstu (z uwagami edytorskimi):

Michał Jurkowski, Historyje świeże i niezwyczajne, wyd. Mariusz Kazańczuk, Warszawa 2004, s. 204-207 i 389-392.

 

     [Historia Filipy z Katanii; I 83]

 

[1] Robert, Karola, króla sycylijskiego, syn, będąc w oblężeniu drepaneńskim, gdy mu Wijolanta, żona, drugiego syna, Ludwika, urodziła, że nie mógł mamki dostać, nalazł białagłowę, ubożuchną praczkę Filipę, rodem z Katany. Ta jako urodzenie liche miała, tak dowcip ostry i do wszytkich złych machinacyj sposobny. Tak się z nim pomału przy dworskim ćwiczeniu pchała, że się w wielką miłość u pani swojej wtłoczyła, tak że Wijolenta nic czynić nie chciała, aż się owej mamki poradziła. Tak ją była za głowę uchwyciła, że nią jako chciała, kierowała, ale to jej nieszczęście, że niedługo, bo wkrótce Wijolenta umarła.

[2] I wróciłaby się była od rządów dworskich do kijanki, gdyby się był znowu Robert prędko nie ożenił z Sanktyją, króla majoryceńskiego córką, po której, że się spodziewał pociechy, bał się, żeby był o mamkę z takim się kłopotem nie starał jako pierwej, wolał przy dworze utrzymać, której już świadom był, a potym i Sanktyja ją ugruntowała przy dworze, bo uważając sobie, jako Wijolenta umierając, przy śmierci tę białagłowę wychwalała i zalecała, umyśliła się też w niej kochać i także się jej radzić jako i antecesorka jej.

[3] Filipa widząc, że się jej łyka dają drzeć, umiała tego zażyć i tak się do genijuszu nowej pani akomodowała, że jej karb w karb zawsze stawała w pakt, a że świątobliwa Sanktyja była i ona też nabożeństwem się bawiła, dla mody tylko. Wprawiła była w dworską służbę za sobą i męża, rybaka przedtym, że dworską miał i słuszną szarżę. Ten jej pod ten czas umarł. Wielu się słusznych ludzi rzuciło do świeżej wdowy, spodziewając się mieć przez nią respekt u Sankcyi i dalszą promocyją. Ale Pan Bóg wszytkim kierujący inaczej obrócił koło. Poszła za pewnego przechrztę z Turczyna, świeżo namówionego, którego dla niej z masztalerza podkomorzym księżny uczyniono, a żeby obojgu liche urodzenie utonęło: tak Rajmunda de Cabanes – tak tego przechrztę zwano – i Filipy praczki, z ceremonijami publicznymi Robert uczynił go kawalerem jeszcze przed ślubem z ową praczką.

[4] Jak umarł Karol II, ociec Roberta, Robert tron ojcowski odebrał i królem sycylijskim został, dopiero się owemu przezacnemu stadłu wrota do fortuny otworzyły, albowiem Robert, ożeniwszy pierwszego syna swego Karola z Maryją Waleryją, tej parze dwór wszytek państwa młodego pod rząd poddano, a gdy Maryja córkę Joannę w rok urodziła, nie kto inny ją chował wszelką zwierzchnością, tylko Filipa. Z czego potym Rajmunda na wyższe u dworu honory wyniesiono, ale ich wkrótce odumarł i Filipy, zostawiwiwszy jej dwoje dzieci: syna Roberta, który potym był najpierwszymi honorami u dworu wyniesiony i Sanktyją córkę, którą potym wziąn za żonę hrabia de Mursan.

[5] Ten Karol, gdy za żywota ojca swojego odumarł, Robert, widząc we czterech leciech wnuczkę Joannę wzwyż mianowaną, którą chowała Filipa, zapisał jej dziedzictwo na królestwie i kazał ją zwać królową sycylijską, której fortuny za powodem Filipy zażywać poczęła, rządząc się jako królowa. Ta Joanna poszła była za Jędrzeja, królewica węgierskiego. Filipa ledwo piekła nie ruszyła, żeby nie był królem, ale tylko mężem królowej sycylijskiej, chcąc sama przy Joannie całym królestwem trząsać. Radziła tedy królowej, żeby się męża w niczym nie radziła, ale sama, co jej się podoba, czyniła. Ale sprzeciwiał się temu ks[siądz] Robert, franciszkan, którego był Jędrzejowi do sumnienia i do rady Karol, król węgierski, przydał, ale nie przemógł, bo Filipa ministrów swoich poosadzała, magistraty poprzemieniała, skarb królewski sama odebrała, na co całe królestwo mruczało, ale uskromiła to królowa, mówiąc, że: „Kto przeciwko Filipie gada, nie przeciw niej, ale przeciwko mnie gada”.

[6] Obchodziło to i króla bardzo, który nie chciał być królem komedyjanckim. I on, i całe królestwo na tę praczkę, choć tak już tytułami i honorami ozdobioną, narzekało. Ociec Ś[więty], widząc na co się zanosi, posłał swego nuncyjusza do Neapolim, aby był te kłótnie uspokoił, ale i legat nie mógł przełomać uporu zawziętej niewiasty Filipy. Aż dopiero kiedy przyszło do koronacyi, bo Joanna jeszcze nie była koronowana, długo się opierała za radą Filipy, aby Jędrzeja nie koronować, tylko ją, ale kiedy papież deklarował, że królowa bez króla koronowana być nie może, musiała na to przystać Joanna, ale z tą kondycyją, żeby po tej ceremoniji żadnego prawa nie pretendował Jędrzej do królestwa ani rządu.

[7] Więc przyszło do koronacyi Jędrzeja, który widząc się pod koroną, nie chciał być malowanym królem, ale wziął rządy po większej części królestwa jako król prawdziwy i ogłoszony, czym tak królową, jako i Filipę uraził na siebie. Niedługo potym, gdy Jędrzej bawił się u królowej w pokoju, zawołano go pilno po jakiejścić wielkiej potrzebie, który ledwie za próg wszedł, zaraz go uchwycono i powrozem uduszono. Chciała utaić to Filipa, że ona śmierci królewskiej była okazyją, i przeto albowiem wielu, którzy to robili, jednych w więzieniu podusić kazała, pokazując, że się mściła śmierci królewskiej, drugim języki pourzynać kazała, a to dlatego tylko, aby byli nie wydali, kto ich na to namówił.

[8] Jak się o tej śmierci brata swego dowiedział Ludwik, król węgierski, z wielkim wojskiem zbliżał się ku Neapolim, chcąc się krwi jego mścić, zwłaszcza że miał dowody, że i królowa wiedziała o tym uduszeniu Jędrzeja, męża swojego, króla. Z drugiej strony nacierał Ociec Ś[więty], aby karała zabójców królewskich; opierała się ona długo. Ale uląkszy się wojsk węgierskich licznych i mocnych, zezwoliła i kazała inkwizycyją czynić, kto był przyczyną śmierci męża jej, króla, co zlecono zupełnie książęciu a<nd>ryjackiemu, Hugonowi de Baux, który prócz innych pomniejszych dworzan, głowy owego dworu przed sąd swój stawić kazał, między nimi i Filipę z całą jej rodziną, i gdy wielkimi dowodami oczy jej wykłuto, że ona była z synem, z zięciem i z córką przyczyną śmierci, osądzono ich na śmierć.

[9] ÂŻe tedy wszytkiemu państwu solą w oczu była, żeby było lud ukontentować, na teatrum katowskim, niżeliby śmierć zasłużoną i naznaczoną przez dekret podjęła, kazano ją w oczach wszytkich katu męczyć z wielką pociechą na to patrzących, ale cóż nie dała im dalszej z siebie pociechy, bo na mękach umarła. Kazano tedy pomęczone i oszarpane ciało, i trupa okrzepłego katować. Kazano jej serce i wnętrzności wywlec, łeb uciąć i nad bramą miasta neapolitańskiego na palu postawić, tułub spalono. Syna i córkę, i zięcia, hrabię de Mu<r>san, okrutnie męczono, na rogozce nago ich po ulicach włóczono. Ognistymi kleszczami szarpani a śmiercią niejednakową zginęli: Sankcyja, to jest Filipy córka, żywo spalona; Roberta, syna, wolnym ogniem, u słupa przywiązanego, pieczono, i gdy już już miał konać, pospólstwo rozjadłe porwało go, po rynsztokach włóczyło, na sztuki rozerwało – za szczęście sobie miał, kto go po rynsztokach pazurami mógł zarwać.

[10] Bocacius et alii temporum illorum historici.

 

Objaśnienia:

 

Źr.: GIOVANNI BOCCACCIO, De casibus illustrium virorum libri novem, Parrhissi [b.r. początek XVI w.], ks. IX, k. CXV-CXVIv: „De Philippa Cathinensi”.

[1]

Robert, Karola … syn – Robert Mądry (1278-1343), syn Karola II (zob. obj. do I 28,5), król Neapolu od roku 1309. Jeszcze jako książę Kalabrii uczestniczył w jednej z kampanii wojennych na Sycylii (1299-1302) przeciwko królowi Fryderykowi II Aragońskiemu, który o utrzymanie się na tronie walczył nie tylko z Andegawenami, ale także ze swym bratem Jakubem, królem Aragonii.

będąc w oblężeniu drepaneńskim, gdy mu Wijolanta … drugiego syna Ludwika urodziła – Jolanta (Violanta, † 1302), córka Piotra III Aragońskiego (zob. obj. do I 28,4.) poślubiła księcia Roberta w roku 1298. Jej syn Ludwik przyszedł na świat w roku 1301, w czasie andegaweńskiej okupacji Katanii, a nie – jak podaje Boccaccio – oblężenia Trapani (łac. Drepanum).

że nie mógł mamki dostać, nalazł bialagłowę, ubożuchną praczkę Filipę – zob. obj. do I 52,1. Filipa, mamka królewskiego dziecka, po zakończeniu kampanii sycylijskiej przeniosła się na dwór andegaweńki do Neapolu. Pozostała tam również po śmierci swego wychowanka, małego Ludwika.

rodem z Katany – rodem z Katanii.

[2]

gdyby się … Robert … nie ożenił z Sanktyją – Sancia d’Aragona (u Boccaccia: „Sanctia”) z Majorki, druga żona Roberta Andegaweńskiego.

króla majoryceńskiego – tj. króla Majorki.

[3]

że się jej łyka dają drzeć – że może mieć z tego korzyść; zwrot przysłowiowy: „Drzeć łyka” (NKPP „Łyko” 1).

 karb w karb … stawała w pakt – sens: dokładnie we wszystkim się zgadzała.

świątobliwa Sanktyja była – słynąca z pobożności królowa Sancia większość czasu spędzała w kościołach i klasztorach.

przechrztę z Turczyna – Turka, który przyjął chrześcijaństwo.

Rajmunda de Cabanes – Raimondo de Cabanni (u Boccaccia: „Raymundus”; † 1334) miał pojawić się na dworze króla Roberta jako niewolnik mauretański, odkupiony od korsarzy. Przyjął imię i nazwisko szefa kuchni królewskiej, dokąd oddano go na służbę i gdzie rozpoczęła się jego zadziwiająca kariera. Związek małżeński z Filipą zawarł między końcem 1304 a początkiem 1305 r. Doszedł do wysokich godności dworskich: najpierw szambelana następcy tronu, później królewskiego siniscalco. Kiedy umarł, pochowano go z wielką pompą w kościele Santa Chiara w Neapolu (DIZIONARIO, t. 15, s. 672-673).

[4]

ożeniwszy … syna swego, Karola, z Maryją Waleryją – syn Roberta, Karol († 1328), książę Kalabrii, ożenił się z Marią de Valois.

Maryja córkę Joannę w rok urodziła – przyszłą królową Joannę I (zob. obj. do I 52,1-5).

syna Roberta, który … był … honorami … wyniesiony – Roberto de Cabanni († 1346) był ulubieńcem Joanny I. Choć pierwotnie przeznaczony do stanu duchownego, wstąpił na drogę kariery państwowej i dworskiej. Z łaski królowej otrzymał tytuł hrabiego di Eboli i godność wielkiego siniscalco Królestwa. Jego wysoką pozycję w państwie ugruntowało małżeństwo z Sighilgaitą di Loffredo Filomarino – przedstawicielką jednego z najstarszych i najznamienitszych rodów neapolitańskich (DIZIONARIO, t. 15, s. 673-675).

i Sanktyją, córkę, którą … wziąn … hrabia de Mursan – Sancia de Cabanni († 1346), w rzeczywistości wnuczka Filipy z Katanii (córka jej najstarszego syna Carla i Margherity da Ceccano), za przykładem babki angażowała się w intrygi i knowania dworskie. Jej mężem był Carlo Gambatesa, hrabia di Morcone. Nie udało się ustalić, skąd polski autor zaczerpnął użytą przez siebie formę nazwiska – „de Mursan”.

[5]

Ta Joanna poszła była za Jędrzeja – zob. obj. do I 52,1.

sprzeciwiał się temu ks[iądz] Robert, franciszkan, którego był Jędrzejowi…Karol, król węgierski przydał – zob. obj. do I 52,1.

[6]

do Neapolim – zob. obj. do I 24,1.

opierała się za radą Filipy, aby Jędrzeja nie koronować – w oporze tym wspierało Joannę silne stronnictwo przeciwników Andrzeja Węgierskiego. Przewodziła mu Katarzyna de Courtenay, księżna Tarentu, która pragnęła po usunięciu niewygodnego cudzoziemca wyswatać królową ze swym synem. Na jej usługach pozostawała Filipa de Cabanni.

papież deklarował, że królowa bez króla koronowana być nie może – zgoda papieża Klemensa VI na koronację Andrzeja była efektem zabiegów matki królewicza, Elżbiety Łokietkówny, która aby to osiągnąć, nie żałowała prezentów i pieniędzy dla kurii papieskiej. Węgierska monarchini, zaniepokojona niepewną sytuacją syna, przybyła na dwór neapolitański w roku 1343 i opuściła Neapol dopiero wtedy, kiedy sprawa przyznania Andrzejowi korony królewskiej była już przesądzona.

[7]

Więc przyszło do koronacji Jędrzeja – zanim do niej doszło, Andrzej został zamordowany. Uroczysta koronacja Joanny i jej drugiego męża Ludwika (zob. obj. do I 52,2) odbyła się w Neapolu w roku 1352.

ledwie za próg wszedł, zaraz go … powrozem uduszono – do zamachu na życie Andrzeja (1345) doszło w klasztorze San Pietro a Maiella w Aversie. Zamachowcy użyli sznura, kierując się opinią nekromantów, którzy stwierdzili, że Andrzej nie może zginąć ani od żelaza, ani od trucizny.

[8]

Ludwik, król węgierski, z wielkim wojskiem zbliżał się – zob. obj. do I 52,2.

zezwoliła i kazała inkwizycyją czynić – na osądzenie winnych śmierci Andrzeja królowa Joanna zdecydowała się pod presją ludu neapolitańskiego, który obległ jej siedzibę w Castel-Nuovo i grożąc zniszczeniem zamku, domagał się wydania morderców królewicza węgierskiego. Pomimo to kara nie dosięgła ani głównych zamachowców, ani wysoko postawionych uczestników spisku, jak Katarzyna de Courtenay. Rolę kozła ofiarnego odegrała Filipa de Cabanni, którą skazano na okrutną śmierć wraz członkami jej najbliższej rodziny.

książęciu a<nd>ryjackiemu, Hugonowi de Baux – u Boccaccia: „Hugon comes Avellini”. Tekst Boccaccia wskazuje na Hugona de Baux, hrabiego d’Avellino († 1353), rzeczywiście zaangażowanego w śledztwo prowadzone w sprawie zabójstwa królewskiego małżonka (DICTIONNAIRE, t. 5, szp. 978-979). lecz sędzią morderców królewicza Andrzeja był inny przedstawiciel prowansalskiego rodu de Baux, Bertrando Del Balzo († 1347). Ożeniony z Beatrice, córką Karola II (zob. obj. do I 28,5.), należał do najważniejszych osobistości w Królestwie Neapolu. Nosił tytuł księcia di Andria, nadany mu przez króla Roberta (DIZIONARIO, t. 36, s. 304-308).

wielkimi dowodami oczy jej wykłuto – udowodniono jej winę; zwrot przysłowiowy: „Wykłuć komu oczy czym” (NKPP „Oko” 163).

[9]

solą w oczu – solą w oku; zwrot przysłowiowy: „Być komu solą w oku” (NKPP „Sól” 4).

[10]

Bocacius et alii temporum illorum historici –  Boccaccio i inni historycy owych czasów.

 

Michał Jurkowski, Historyje świeże i niezwyczajne, wydał Mariusz Kazańczuk, Wyd. IBL, Warszawa 2004; BIBLIOTEKA PISARZY STAROPOLSKICH t. 28

 

STOWARZYSZENIE "PRO CULTURA LITTERARIA"

http://www.ibl.waw.pl/index.php?strona=224

WYDAWNICTWO IBL PAN
00-330 Warszawa, ul. Nowy Świat 72, Pałac Staszica I p. pok.: 127,129,131
tel. (22) 6572-887, tel./faks (22) 6572-880
http://www.ibl.waw.pl/index.php?strona=210

  e-mail:


[1] Referat wygłoszony na konferencji „Spotkania Mediewistyczne 11”, 23.03.2005.

[2] Charakterystykę i zarys dziejów nowelisyki staropolskiej prezentują wczesne publikacje Teresy Kruszewskiej-Michałowskiej: Narodziny i rozwój nowelistyki w literaturze staropolskiej, [w:] Studia z dawnej literatury czeskiej, słowackiej i polskiej, red. R. Heck, Warszawa-Praha 1963, s. 266–294; „Różne historyje”. Studium z dziejów nowelistyki staropolskiej, Wrocław 1965, s. 10–62.). Zasygnalizowane w nich problemy znalazły rozwinięcie w dalszych pracach autorki: T. Michałowska: Między poezją a wymową. Konwencje i tradycje staropolskiej prozy nowelistycznej, Wrocław 1970; „Nowela”, [hasło w:] Słownik literatury staropolskiej (Średniowiecze–Renesans–Barok), red. T. Michałowska, przy udziale B. Otwinowskiej i E. Sarnowskiej-Temeriusz, Wrocław 1998, wyd. 2, s. 584-589. Wybór najcelniejszych nowel staropolskich zawiera antologia Historie świeże i niezwyczajne, oprac. T. Kruszewska, Warszawa 1961.

[3] Rozmaite opowieści krążące w środowiskach kościelnych czerpane były ze żródeł zarówno oralnych, jak skryptuarnych. Zjawisko to trafnie opisał Bronisław Geremek (Exemplum a przekaz kultury, [w:] Kultura popularna a kultura masowa w Polsce późnego średniowiecza, red. B. Geremek, Wrocław 1978, s. 69): „W klasztorach trwała szczególnego typu cyrkulacja fabuł między biblioteką, refektarzem a kuchnią, w toku której następowało pomieszanie kultury książkowej z ustnym obiegiem informacji”. Zob. też Cz. Hernas, W kręgu opowieści ustnych, „Literatura Ludowa” 38 (1994), 3, s. 80-83.

[4] J. Krzyżanowski, „Historyje świeże i niezwyczajne”. Rękopiśmienny zbiór powiastek z epoki saskiej,  „Pamiętnik Literacki” 27 (1930), 3, s. 371-399.

[5] Zob. T. Kruszewska–Michałowska, Narodziny i rozwój nowelistyki, op. cit., s. 286; taż „Różne historie”, op. cit., s. 40-42; T. Michałowska, Między poezją a wymową, op. cit.,  s. 151-152, 193-196, 337-340.

[6] Cz. Hernas, Barok, Warszawa 1976, s. 556. Uwzględniająca stan nowszych badań, rozszerzona notatka o Historyjach świeżych i niezwyczajnych znalazła się w późniejszym wydaniu Baroku : Warszawa 1998 (wyd. 2), s. 605-606.

[7] Na manuskrypt ze zbiorów Baworowskich pierwszy zwrócił uwagę Roman Kaleta, który kilka zaczerpniętych zeń narracji opublikował w Sensacjach z dawnych lat (Wrocław 1986, wyd. 3, s. 47-49). 26 narracji z tego rękopisu znalazło się w antologii Historie dziwne i straszliwe, Jezuickie opowieści z czasów saskich, oprac. M. Kazańczuk, Chotomów 1991, s. 15–65.

[8] M. Kazańczuk, Na tropie autora „Historyj świeżych i niezwyczajnych”. Dwa jezuickie rękopisy z epoki saskiej, „Pamiętnik Literacki” 82 (1991), 3, s. 195-203.

[9] S. Obirek, Michał Jurkowski SJ, autor „Historyj świeżych i niezwyczajnych”, Kraków 1996, s. 11.

[10] Ibidem, s. 371

[11] Literatura przedmiotu dotycząca „historii tragicznych” liczy już niemało pozycji . Z prac powstałych na Zachodzie fundamentalne znaczenie ma historyczno-literacka monografia gatunku autorstwa Sergio Poli (Storia di storie. Considerationi sull’evoluzione della storia tragica in Francia dalla fine delle guerre civili alla morte di Luigi XIII, Abano Terme 1985). Na uwagę zasługuje również krytyczna edycja zbioru nowel Rosseta Les histoires mémorables et tragiques de ce temps (1619), przygotowana przez Anne de Vaucher Gravili (Paris 1994). Do polskich prac podejmujących ten temat należą: zawierająca charakterystykę gatunkową „historii tragicznych” książka Teresy Michałowskiej (Między poezją a wymową, op. cit., s. 52-66.) oraz ostatnio wydane artykuły: Witolda K. Pietrzaka (Arystoteles dla każdego, czyli o tragizmie w drugiej połowie XVI wieku, [w:] Spotkania z dawną literaturą francuską, red. K. Dybel i B. Marczuk, Kraków 2000, s. 77-84; „Romanica Cracoviensia”) i Barbary Marczuk (Teatr na szafocie, czyli o egzekucjach w „Historiach tragicznych” François de Rosseta, tamże, s. 85–91.). Warto wymienić tu cenną pracę translatorską: Krwawy amfiteatr. Antologia francuskich historii tragicznych epoki renesansu i baroku, przełożyła i opracowała B. Marczuk, Kraków 2002.

[12] Miało ono liczne wydania między rokiem 1559 a 1616. Współpracownikiem Pierre’a Boaistuau i kontynuatorem jego dzieła był François de Belleforest.

[13] B. Marczuk,[wstęp w:] Krwawy amfiteatr, op. cit., s. 12.

[14] J.P. Camus, Do czytelnika, [w:] Krwawy amfiteatr, op. cit., s. 29.

[15] T. Michałowska, Między poezją a wymową, op. cit., s. 92-93.

[16] Współczesny przekład noweli na język polski wyszedł spod pióra Barbary Marczuk, zob. Krwawy amfiteatr, op. cit., s. 139-162.

[17] Tu i dalej: cyfra rzymska oznacza część Historyj, cyfra arabska – numer opowieści.

[18] M. Jurkowski, Historyje świeże i niezwyczajne, wyd. M. Kazańczuk, Warszawa 2004, s. 206-207, „Biblioteka Pisarzy Staropolskich”, t. 28.

[19] Zob. A. Dąbrówka, Słownik pisarzy niderlandzkiego obszaru kulturowego, Warszawa 1999, s. 153.

[20] M. Jurkowski, op. cit., s. 248.

[21] Ten – dziś już szeroko znany – termin zaczerpnąłem z prac Jeana Delumeau: Strach w kulturze Zachodu XIV–XVIII w., przeł. A. Szymanowski, Warszawa 1986; Grzech i strach. Poczucie winy w kulturze Zachodu XIII–XVIII w., przeł. A. Szymanowski, Warszawa 1994.

[22] J. Krzyżanowski, „Historyje świeże i niezwyczajne”, op. cit., s. 388.

[23] T. ÂŻabski, „Powieść grozy”, [hasło w:] Słownik literatury popularnej, Wrocław 1997, s. 315.
< Poprzedni
Mambo is Free Software released under the GNU/GPL License.