Start arrow Czytelnia arrow Artykuły i referaty arrow M. Łykowska - Pokora w mistyce Julianny z Norwich
M. Łykowska - Pokora w mistyce Julianny z Norwich | Drukuj |  E-mail
środa, 09 sierpień 2006
Marta Łykowska
 
Pokora jako cnota otwierająca człowieka na Boga i niezbędny składnik życia kontemplacyjnego. Refleksje w oparciu o pisma mistyczne Julianny z Norwich
 
 
Niewiele wiemy o tej tajemniczej postaci, nie znamy nawet jej imienia (dlatego Merton mówi o niej Lady Julian). Była pustelnicą mieszkającą w Norwich przy kościele pod wezwaniem św. Juliana i już wtedy przychodzono do niej po radę w sprawach duchowych. W 1373 roku została dotknięta łaską serii nawiedzeń od Boga. Sporządziła opis tych objawień (czy jak zwykła je nazywać Showings) i dołączyła krótki komentarz. Niemal 20 lat później, ciągle próbując odszyfrować znaczenie i istotę Bożego Objawienia, rozszerzyła początkową wersję zapisu doświadczenia. Ta późniejsza praca, znana jako tekst długi (Long Text) – w odróżnieniu od pierwotnej analizy (Short Text) – koncentrowała się przede wszystkim na poszukiwaniu istoty duszy, tajemnicy relacji, jaka zachodzi między duszą a Bogiem, zagadnieniu grzechu, cierpienia i Bożej miłości.

Julianna z Norwich była XIV-wieczną mistyczką[1], którą Thomas Merton scharakteryzował następująco:
 
Nie ulega wątpliwości, ze Lady Julian jest najwybitniejszym z angielskich mistyków. Mało tego, jest również jednym z najwybitniejszych angielskich teologów, w dawnym sensie tego słowa.[2]
 
Cytat ów jest nie tylko pochwałą niezwykłej kobiety, lecz przede wszystkim akcentuje prawdziwy sens duchowości chrześcijanina. Zarówno łacińska (theologia spiritualis), jak i grecka (pneumatike theologia) nazwa duchowości zawiera w sobie bowiem trzy imiona Trójcy Świętej. Ta terminologia, odwołująca się do nauki Ojców Kościoła, jednoznacznie wskazuje, iż teologiem jest każdy, kto otwiera się na Trójjedynego Boga. Ojcowie kapadoccy złączyli nierozerwalnym węzłem pojęcia: teologii oraz kontemplacji (theoria) i w ten sposób za teologa uznawali tego, kto doświadczył i zobaczył treści swojej wiary[3]. Uważali oni więc, iż doświadczenie to nie było doświadczeniem samego tylko intelektu, ale również „oczu ducha”. Takie rozumienie zakładało możliwość styczności z Boską Rzeczywistością człowieka pojmowanego jako całość. To holistyczne odniesienie stworzenia do Boga jest znamienne, gdy spojrzymy na przedstawianie duchowości człowieka w Starym i Nowym Testamencie[4]. Za pewien wzorzec ludzkiego postępowania można uznać następujący werset:
Powiedziano ci, człowiecze, co jest dobre. I czegóż żąda Pan od ciebie, jeśli nie pełnienia sprawiedliwości, umiłowania życzliwości i pokornego obcowania z Bogiem twoim? (Mi 6, 8)[5].
 
Jest to o tyle ważne, iż zaakcentowane tu zazębianie się wzrostu duchowego z wysiłkiem moralnym będzie odgrywało niebagatelną rolę w przypadku ćwiczenia się w cnocie pokory. Jej nieustanna obecność i niejako uprzytomnianie jej sobie oraz przywoływanie siebie do postawy pokornej są niezbędnymi wręcz działaniami zarówno w modlitwie, jak i w kontemplacji. Na fundamentalną – w dosłownym znaczeniu tego słowa – rolę cnoty pokory zwracać uwagę będą niemal wszyscy mistrzowie życia duchowego, w tym i Julianna z Norwich[6].
Według wielu badaczy dzieła mistyczki jego podstawową cechą jest niezwykle kunsztowne połączenie elementu spekulatywnego z praktyką osoby zaawansowanej w życiu wewnętrznym. Kunszt ów nie dotyczy jedynie ukształtowania językowego czy kompozycji, a także szerokich zapożyczeń i inspiracji, ale przede wszystkim wyraża się w bogactwie teologicznych wątków i ich głębi. W jej Objawieniach można odnaleźć pełną naukę o rozwoju życia duchowego (z klasycznym podziałem na drogę oczyszczenia, oświecenia i zjednoczenia[7]), próbę zgłębienia tajemnicy Trójcy Świętej, ustosunkowanie się do problemów antropologii, głównie grzechu i jego konsekwencji dla relacji między Stwórcą a stworzeniem, a także rozwiniętą teorię modlitwy i kontemplacji (rozdziały 41-43 tekstu długiego). Nierozerwalnie z każdym z tych tematów wiąże się wykład etyczny, który koncentruje się właśnie wokół cnoty pokory jako fundamentu i korzenia wszelkich innych cnót oraz miłości – głównej cesze, naturze Boga, który przecież jest tytułową i nadrzędną kategorią dzieła angielskiej mistyczki.
Powiązanie tych cnót – pokory i miłości[8] – jest najlepiej ukazane w momencie, gdy Julianna stara się pokazać, na czym polega fałszywa pokora (false humility): otóż mistyczka próbując zrozumieć, w jakim celu zostały jej objawione prawdy i uchylone tajemnice, stwierdza, że Bóg zrobił to z miłości do człowieka. Stwórca pragnie nade wszystko, aby dusza ludzka zanurzyła się w miłosnej kontemplacji:
 
Kiedy Pan w swojej łaskawości ukazuje duszy Siebie samego, posiadamy to, czego pragniemy. Wówczas nie troszczymy się już, by się o coś modlić, gdyż wszystkie nasze siły skupione są na kontemplacji. Jest to – moim zdaniem – wzniosła i nie dająca się wypowiedzieć w słowach modlitwa, której jedyną rację stanowi widzenie i oglądanie Tego, do Którego się modlimy. Podziw, radość, uwielbienie, trwoga...wszystko złączone z taką słodyczą i radością, że potrafimy się wtedy modlić tylko tak, jak On nam wskazuje. Wiem dobrze, że im więcej dusza ogląda Boga, tym bardziej Go pragnie, dzięki Jego łasce.[9]
 
 Jednak, jak stwierdza Angielka, na tę podstawową i prostą prawdę jesteśmy najbardziej ślepi i nasze myśli i czyny biegną krętymi ścieżkami. Niektórzy wierzą jedynie we wszechmoc Boga, w to, że może on zrobić wszystko, inni, że jest on przede wszystkim Mądrością, jednak pomijając prawdę o tym, że jest Miłością – błądzą. Z tego też powodu ludzie wykazują ignorancję w wielu innych sprawach – bowiem nawet gdy zaczynamy (Julianna mówi tu również o sobie) nienawidzić swego grzechu i poddajemy się na nowo prawom Świętego Kościoła – niejednokrotnie pozostaje w nas strach, który przeszkadza nam i powstrzymuje od postępów. Oglądamy się bowiem na siebie i na nasze przeszłe grzechy, jednocześnie – niektórzy z nas – wpadają w wielką niegodziwość i czyny haniebne z powodu rozpamiętywania grzechów dnia codziennego. I taki stan rzeczy wprawia człowieka w tak głębokie przygnębienie i taki smutek, iż prawie nie widać pociechy. Często wtedy uważamy i uznajemy ów strach za pokorę, jednak nie jest to cnota, a błądzenie ślepego i słabego (a reprehensive blindness and weakness)[10]. Dlatego potrzebna jest wiedza, iż ze wszystkich atrybutów błogosławionej Trójcy, jest wolą Bożą, abyśmy największe zaufanie i zachwyt pokładali w Miłości (For of all the attributes of the blessed Trinity, it is God’s will that we have most confidence in his delight and his love)[11].
Takie – na razie negatywne – określenie pokory zwraca uwagę na istotny rys tej cnoty. Pokornym nie jest człowiek, który boleje nad swoimi grzechami w ten sposób, iż pogrążając się w rozważaniach na temat własnej grzeszności, popada w stan rozpaczy[12]. Wątpi wtedy w miłosierdzie Boże oraz zbyt mocno koncentruje się na sobie i na tym, co przecież jest niezgodne z prawdą.
Czym więc ma być pokora, skoro dla bardzo wielu[13] jest podstawą, korzeniem[14] i koroną, podporą wszelkich cnót?
Łatwo i w sposób bardzo pożyteczny jest poznawać rzeczy poprzez skonfrontowanie ich z przeciwieństwami. Jeśli chodzi o cnoty i występki od czasów starożytnych istniało wiele list porządkujących te wartości. Nas interesować będzie lista błogosławieństw oraz głównych wad. W sposób naturalny więc należy się tu odwołać do Kazania na Górze, gdzie Chrystus błogosławi tym, którzy: a) są ubodzy w duchu (Blessed are the poor in spirit, for theirs is the kingdom of heaven – Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie), b) się smucą, c) są cisi (w pewnych tłumaczeniach pojawia się tu określenie: those of a humbled spirit), d) łakną i pragną sprawiedliwości, e) są miłosierni, f) są czystego serca, g) wprowadzają pokój, h) cierpią prześladowania dla sprawiedliwości, i) gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu, mówią kłamliwie wszystko złe na was (Mt. 5, 3-11)[15].
Głównym przedmiotem naszego namysłu jest pokora, w języku angielskim[16] wyrażana jako humility lub lowliness (niekiedy spotykamy się również z określeniem meekness = łagodność, potulność). Ubóstwo w duchu czy ubóstwo ducha (pokora) jest przeciwstawione dumie w sercu czyli pysze (pride). Ubóstwo ducha (poverty of spirit) jest pokorą, bezinteresownością. Pycha zaś samolubstwem, zarozumialstwem, pewnością siebie (self-assertion). Wg C.S. Lewisa jest to jedyna wada, od której żaden człowiek na świecie nie jest wolny – jest to bowiem pierwotny, źródłowy wręcz grzech szatana, był to również pierworodny grzech Adama (czyli nas wszystkich)[17]. Grzech ów polega na pragnieniu bycia takim jak Bóg, bycia mu podobnym, czyli znajdowania się raczej ponad ustanowionym przez Stwórcę prawem niż poddawania się mu. Jest to grzech, który jest początkiem i przyczyną wszystkich innych występków, gdyż ze swej istoty uderza w pierwsze i podstawowe przykazanie – Nie będziesz miał innych bogów przede Mną (You shall have no others gods before me). Pycha przedkłada własne „ja” przed Boga – sprzeciwia się przykazaniu miłości Stwórcy całym sercem, całym duchem i całą mocą. Na gruncie tego przykazania można również zaobserwować powiązanie pychy z innym grzechem, wielokrotnie na kartach Pisma wspominanym[18], jako podstawa wszelkiego występku. Mowa tu o kłamstwie, które ze swojej natury sprzeniewierza się prawdzie i świadomie w nią uderza. Jest to istotne co najmniej z dwu powodów: po pierwsze, gdy rozważamy pobudki takiego działania, okazuje się, że często kłamstwo pozostaje na usługach naszego egoizmu i troski o własne korzyści. Jest więc podobne do pychy – w obu przypadkach na pierwszym miejscu sytuujemy siebie i swoje problemy (niejednokrotnie kosztem osób trzecich). Często kłamstwo jest swojego rodzaju obroną przed konsekwencjami naszych czynów – pragniemy bowiem utrzymać dobre mniemanie o sobie w oczach własnych, a tym bardziej, innych ludzi[19]. Korzeniem wszelkiego kłamstwa jest pycha, a pycha ze swej natury jest zakłamaniem. Powróćmy do przykazania pierwszego; wykroczenie bałwochwalstwa (idolatrii) jest u swej podstawy właśnie pychą i kłamstwem – zafałszowuje bowiem naturalną relację rzeczy stworzonych wobec ich Stwórcy. I tu pojawia się drugi powód ważkości powiązania kłamstwa i pychy. Skoro kłamca sprzeniewierza się prawdzie, a Prawdą jest Chrystus[20], to każdy kto odwraca się od Boga i znajduje upodobanie w czymś niższym, co tylko pozornie znaczy więcej – jest pyszałkiem i kłamcą, dzieckiem ojca wszelkiego kłamstwa – szatana[21].
To rozróżnienie jest granicą pomiędzy tym, co dobre, a tym, co złe – to nasza relacja w stosunku do Boga określa czy jesteśmy pokorni czy pyszni. I tak, dokonywany przez wielu autorów katalog cnót i wad odnosił się w swej istocie do prostego, lecz fundamentalnego wyboru, indywidualnej decyzji człowieka: być z Bogiem i dla Boga czy być przeciwko niemu. Ów podział na pokornych, którzy mówią – Twoja wola niech się dzieje (Thy will be done), a pysznych (my will be done) – moja niech się stanie możemy odnaleźć u wielu autorów i mistrzów życia duchowego. W tej pracy jedynie zasygnalizuję te rozważania, które w sposób bardziej lub mniej pośredni miały wpływ na samą Juliannę.
Święty Augustyn[22] więc jednoznacznie stwierdza, że każdy należy do jednego z dwu państw:
Dwie miłości więc powołały dwa państwa: miłość własna, posunięta aż do pogardy Boga, powołała państwo ziemskie; miłość Boga zaś posunięta aż do pogardzania sobą, powołała państwo niebieskie. Pierwsze szuka chwały w sobie, drugie w Panu. Bo pierwsze pragnie ją zdobyć u ludzi, dla drugiego zaś najwyższą chwałą jest świadek jego sumienia, Bóg. Tamto w chwale własnej podnosi głowę, to mówi do swojego Boga: „Ty jesteś chwałą moją i Ty podnosisz głowę moją” (Ps 3, 4). [...] W państwie niebieskim natomiast nie ma innej mądrości jak tylko pobożność, która oddaje prawdziwemu Bogu należną Mu cześć i oczekuje, by pośród społeczności świętych – nie tylko świętych ludzi, lecz także aniołów – nagrodą stało się to, „aby Bóg był wszystkim we wszystkich”[23].
 
Jest to według mnie jeden z najbardziej sugestywnych opisów tego, czym jest pokora i pycha w swej istocie. I mimo że tak wyraźna jest linia podziału, to niezmiernie trudną rzeczą jest oddanie Bogu tego, co boskie, co Jemu, a nie nam, należne. Pozwolę sobie na przytoczenie jeszcze kilku perspektyw, które starają się przybliżyć istotę pokory jako cnoty.
Wiemy już, że pycha jest największą szkodą dla duchowego życia człowieka i jego rozwoju – początkuje proces wstrzymywania łask od Boga i blokuje, redukuje moc duszy.
Zapytany o najważniejsze cnoty św. Bernard odpowiedział: Pokora, pokora, pokora i jeszcze raz pokora. O doniosłości tych słów i ich głębi w odniesieniu także do człowieka współczesnego świadczy przede wszystkim rzadkość tej cnoty, wynikająca może z niezrozumienia jej specyfiki. Jeśli bowiem wydaję się komuś, że wzniósł się ponad tę prostą prawdę, oznacza to, iż tego nie uczynił, czyli przemawia przez niego duma. Jeśli w myśleniu człowieka pojawia się wątpliwość czy ta wada jest poważnym zagrożeniem dla jego relacji z Bogiem, to znaczy, ze w istocie takim zagrożeniem jest. A jeśli ktoś jest chociaż trochę dumny ze swojej pokory, jest rzeczywiście bardzo pyszny (ang. pride – proud).
Znamienne jest więc nie tylko niezrozumienie pokory (podobnie jak jej przeciwieństwa), często utożsamiane z przesadną ascezą[24] czy obłudną uniżonością[25], ale nade wszystko trudność w jej praktykowaniu. Doskonale uwypukla to przypowieść z Ewangelii o modlącym się faryzeuszu i celniku (Łk 18, 9-14). Każdy z nas ma w swoim sercu te dwie postacie, współistnieje więc szczere pragnienie oddania się Bogu oraz – z drugiej strony – pogarda i pyszne wywyższanie się nad innych przed obliczem Pana[26]. Jezus przytacza ten przykład, aby zachwiać ufność tych, którzy uznają się za sprawiedliwych. Patrząc na starożytną Grecję mamy przykład Sokratesa, który został uznany za najmądrzejszego człowieka, a który miał powiedzieć, że tylko bóg jest mądry (God alone is wise) – według tego rozumowania można by się pokusić o następny podział ludzi: na głupców, którzy myślą, że są mądrzy i na mądrych, którzy wiedzą, że są głupcami. Przekładając to na pole cnót moralnych – jedyną drogą prowadzącą do pokory jest przyznanie się do własnej pychy.
Należy ponadto zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt, otóż pycha nie jest w pierwszej kolejności myśleniem o sobie w sposób zbyt wysoki, wywyższaniem się, ponieważ nie jest w pierwszej kolejności w ogóle myśleniem, lecz pragnieniem – podobnie jest z pokorą: nie jest to myślenie o sobie w sposób niski, uniżony, ale jest niemyśleniem o sobie w ogóle (humility is thinking less about yourself, not thinking less of yourself). Pycha jest więc pragnieniem zawładnięcia dla siebie tego, co do nas nie należy – a należy do Boga[27]. Tu przypomina mi się historia z życia Ojców pustyni, a konkretnie jeden z apoftegmatów na temat Makarego Egipcjanina – podobno sam diabeł skarżył się na niego, mówiąc: przewyższam go w ascezie (nie muszę bowiem w ogóle jadać ani sypiać), a jednak nie potrafię go naśladować, gdyż jest pokorny. Makary był mistrzem właściwie wszystkich głównych sketyjskich świętych – a pragnął naśladować Boga w Jego miłosierdziu: mawiał więc i nauczał, iż miłosierdzie bez pokory nie jest możliwe[28].
Jeszcze może kilka słów o ubóstwie ducha i w duchu. Wiele interesujących na ten temat rozważań znajdujemy u Klemensa Aleksandryjskiego, w jego niewielkim dziełku Który człowiek bogaty może być zbawiony?[29] Niezwykłym zjawiskiem jest wielowątkowa zbieżność między tym myślicielem, a samą Julianną[30]. W odniesieniu do koncepcji życia kontemplacyjnego i jego chrystocentryzmu[31] na szczególną uwagę zasługują następujące paralele: silne akcentowanie roli Chrystusa jako Nauczyciela (również w materii pokornego życia) i podkreślanie Jego macierzyństwa, odnoszenie się do Boga jako Miłości[32], którą należy naśladować (nie tylko na płaszczyźnie duchowej, ale i moralnej), a także wykorzystywanie metafory mieszkania Boga w ludzkiej duszy. Dodatkowo myślą przewodnią i przedmiotem szczególnej troski obu myślicieli jest zbawienie człowieka. Z pisma Klemensa można wywnioskować, iż prawdziwe ubóstwo jest wewnętrzną wolnością człowieka i paradoksalnie jego prawdziwym bogactwem. Człowiek pokorny, czyli ubogi w duchu, jest bogaty w Bogu[33]
A więc prawdziwie i pięknie bogatym jest człowiek bogaty w cnoty, który wszystkim, co los mu przyniesie, potrafi posłużyć się w sposób święty i godny człowieka wierzącego: pozornie zaś jest tylko bogaty ten, kto opływa w cielesne dostatki i życie swoje złożył w dobrach zewnętrznych – te bowiem przemijają i giną, kiedyś kto inny je weźmie, a u kresu nikt ich już w ogóle posiadać nie będzie[34].
 
 W dalszej części rozprawia Klemens o skarbie ukrytym w sercu każdego człowieka – może być to skarb dobry lub zły.
O takim ukrytym skarbie mówi również Julianna z Norwich w 51. rozdziale swoich Objawień. Jest on najczęściej tytułowany – Pan i sługa (Lord and servant), gdyż wszystkie sensy są ukryte właśnie w tych dwóch symbolach. Wszyscy badacze jednogłośnie akcentują trudności związane z dokładnym zrozumieniem tego fragmentu jej dzieła – nie ma go w wersji krótkiej, co jest interpretowane (na podstawie zresztą słów mistyczki przy okazji omawiania tej metafory) następująco – dopiero lata modlitw i kontemplacji pozwoliły jej na pełne (o ile jest to w ogóle możliwe) zrozumienie przedstawionego jej przez Boga obrazu. Sama warstwa słowna jest niezmiernie skomplikowana i zróżnicowana[35]. Oprócz nawiązań do tradycji Kościoła oraz wpływów współczesnych jej myślicieli, niemal każda strona Objawień ma znamiona reminiscencji rodem z Biblii. Najbardziej wyrazistym, a nas interesującym przykładem, jest alegoria pana i sługi, która jest doskonałym zlepkiem wielu składników pisma: upadku Adama, pieśni sługi Izajasza, przypowieści o marnotrawnym synu i pracownikach w winnicy, paraboli skarbu ukrytego w ziemi, ewangelicznej oceny męki (by wymienić te najbardziej oczywiste). Żaden z nich nie jest osobnym przykładem, a ilustracją tych słów mogą być jej wywody w rozdziałach – 10., 14. czy 15. Oto przynajmniej część tej paraboli (w tłumaczeniu W. Szymańskiej):
Ujrzałam najpierw dwie osoby w cielesnej postaci: Pana i Jego sługę, a Bóg objawił mi duchowy sens tego widzenia. Pan siedzi nieruchomo i spokojnie, sługa zaś stoi pokornie u jego boku, gotów spełnić rozkazy swojego Pana. Potem zobaczyłam, że Pan spogląda na sługę z niesłychaną miłością i czułością i posyła go w jakieś miejsce, aby spełnił Jego polecenie. Sługa wyrusza natychmiast, biegnie ze wszystkich sił, pragnąc z miłości wypełnić wolę Pana. Znienacka wpada głową w dół do głębokiego rowu, raniąc się dotkliwie. I chociaż jęczy i płacze, krzyczy i walczy, żeby się wydostać, nie jest w stanie się podnieść ani w jakikolwiek sposób sobie pomóc. Co najgorsze, nie doznaje żadnej ulgi, nie może nawet obrócić głowy, żeby spojrzeć na kochającego go Pana, który znajduje się tak blisko. Widok Pana przyniósłby słudze prawdziwą pociechę, ale sługa jest na razie tak słaby i otępiały, że cierpiąc, potrafi jedynie dawać upust swoim uczuciom[36].
 
W tej części metafory-obrazu mamy do czynienia z następującą sytuacją – oto pierwotny stan równowagi między Panem i sługą (tu: Stwórcą a stworzeniem) został zachwiany na skutek upadku sługi i jego odwrócenia się od kochającego i łagodnego Pana:
Jezus powtarzał mi często: „To Ja, to Ja, to Ja jestem Najwyższy. To Mnie kochasz, Mną się radujesz, to Mnie służysz. Mnie pragniesz i za Mną tęsknisz. O Mnie myślisz. Ja jestem dla ciebie wszystkim. To Mnie głosi i o Mnie naucza Kościół święty. To Ja się tobie tutaj ukazałem.” Wielkość tego, co Jezus chciał mi powiedzieć przekraczała całkowicie moją zdolność przyjmowania i rozumienia. Sądzę, że Jego słowa są czymś najwyższym, co w ogóle można wypowiedzieć, gdyż zawierają... nie umiem tego wyrazić.
 
Pierwotna jedność – wieczna kontemplacja Boga przez ludzi – zostaje przerwana na skutek nieposłuszeństwa, którego źródłem jest pycha, chęć zawłaszczenia wiedzy i mocy Boga. Od tej pory człowiek nie mógł przebywać w obecności Boga, swego Pana i Stwórcy – umożliwienie takiego stanu dokonuje się poprzez upokorzenie[37], ale nie przez grzech, o, nie!, przez łaskę! Niezwykle ważne to spostrzeżenie, gdyż po pierwsze jest świadectwem głębokiego zaufania Julianny w Opatrzność Bożą, z drugiej zaś uświadamia nam nasze powinności. Pojawiają się w tym fragmencie podstawowe kategorie, które splatają się w opowieść o upadku i grzechu Adama, dzięki miłości Boga i pokorze właśnie przemienionych w naszą chwałę i szczęście. Zaskakująca może wydawać się owa dialektyka proponowana przez Lady Julian: dzięki modlitwie i kontemplacji, które są poznaniem Boga, możemy uzyskać tak trzeźwe (pokorne!) zrozumienie naszej kondycji, iż klapki pychy i zakłamania nałożone na nasze umysły i oczy mogą w końcu dostrzec Prawdę. Jest nią bowiem zrozumienie, iż przeznaczeniem człowieka jest Bóg, który jest jego początkiem (jako Stworzyciel), życiem (jako Ożywiciel) oraz końcem (jako Cel)[38].
Bóg ukazał mi również radość, jakiej doznaje, gdy dusza zwraca się do Niego z prostotą, otwarcie, szczerze i w prawdzie. Wydaje mi się, że gdy Duch Święty dotyka duszy, ona w taki sposób zwraca się z tęsknotą do Boga: „Boże, w swej dobroci daj mi siebie, Ty bowiem mi wystarczasz. Nie mogę prosić o nic mniej, skoro pragnę w pełni Ciebie uczcić. Gdybym miała prosić o mniej, zawsze czegoś by mi brakowało. Tylko w Tobie mam wszystko.”[39]
 
Dlaczego jednak pokora jest tak ważna? Oczywiście mistyczka z Norwich uzasadnia niezbędność tej cnoty na każdym etapie rozwoju duchowego[40]. W odniesieniu jednak do alegorii Pana i sługi pojawia się kolejna intuicja. Otóż sługa, który upadł, nie widzi swojego Pana, a tym samym jest oderwany od źródła życia i pocieszenia. Pan natomiast znajduje się blisko i nie przestaje kochać tego, którego posłał.
Ten człowiek utracił część swojej siły i stał się o wiele słabszy. Jego rozum się zaćmił, ponieważ odwrócił spojrzenie od Pana. Nie tylko nie mógł jasno widzieć swego Pana, kochającego, dobrego i łagodnego, ale również nie potrafił zobaczyć, jak on sam wygląda w Jego oczach. A wiem dobrze, że kiedy mamy pewność co do tych dwóch rzeczy, możemy doznać (reception), choć w części, pokoju i spoczynku; w niebie zaś, dzięki hojnej łasce Boga, będziemy się nimi radować w pełni. Julianna z Norwich, Objawienia Bożej Miłości, s. 74.
 
Julianna w tym miejscu ukazuje prawdziwe piękno pokory, a brzydotę pychy. Pychą brzydzi się Bóg i jej nienawidzi – to ona bowiem odciąga nas od poznania Tego, który jest naszą najwyższą radością (pycha zawsze spogląda na dół, nigdy nie wpatruje się w górę). Naszym przeznaczeniem – jakby powiedziała Julianna – zarówno z natury, jak i z łaski jest zbawienie, czyli przebywanie w obecności Boga – do tego zaś jest konieczna (necessarily) pokora (Iz 6, 5). Uposażeni w pokorę możemy widzieć i oglądać siebie coraz mniej i mniej, a Boga coraz bardziej. W końcu, jak podaje tradycja mistyczna, my przestajemy widzieć cokolwiek – Bóg jest wszystkim, a my jesteśmy niczym (i w tym wyraża się nasza radość i tym jest nasze powołanie). Bóg ukochał nas tak mocno, iż aby doprowadzić nas do duchowych zaślubin, aby umożliwić to spotkanie ze swoją Oblubienicą – ćwiczy nas w pokorze.
 
Aby doprowadzić ich [swoje sługi] do wiecznego szczęścia, naznacza wszystkich, których kocha, czymś takim, za co On sam ich nie wini, ale za co świat obciąża ich winą, lekceważy, wyśmiewa i odrzuca. Czyni to, aby zapobiec szkodzie, jaką mogłyby im wyrządzić przepych i próżna chwała grzesznego świata, aby przygotować im drogę do nieba i obdarzyć wiecznym szczęściem. On bowiem mówi: „oderwę was całkowicie od waszych próżnych przywiązań i zgubnej pychy. Potem zgromadzę was wszystkich i jednocząc ze Sobą uczynię was pokornymi i łagodnymi, czystymi i świętymi”.
Wtedy zrozumiałam, że wszelkie współczucie i miłość, jakimi człowiek może obdarzyć swojego brata, chrześcijanina, zawdzięcza obecności w nas Chrystusa[41].
 
Wracając do omawianej metafory, Julianna próbując ją objaśnić wykłada, że sługą jest oczywiście Adam – czyli każdy z nas. Jego upadek jest naszym każdorazowym występkiem i grzechem[42]. Adam zgrzeszył pychą i nieposłuszeństwem, czego konsekwencją jest wspominana przez mistyczkę ślepota, słabość i udręka. Pan, czyli Bóg, pozostaje blisko swojego sługi, ale ten Go nie widzi.
Pojawiają się jednak pewne niekonsekwencje – otóż przecież sługa przewrócił się, gdyż pragnął jak najszybciej wykonać zadanie, które zlecił mu Pan. Czynił to z wielką miłością i oddaniem.
Dziwiłam się bardzo, widząc z jaką pokorą sługa znosi tak wielkie cierpienia i starałam się z największą uwagą znaleźć w nim jakąś winę i dowiedzieć się, czy Pan uważa go za godnego nagany. I, prawdę mówiąc, nie mogłam niczego zobaczyć. W istocie bowiem to właśnie jego dobra wola i silne pragnienie spowodowały upadek. Sługa był nadal równie wierny i prostoduszny jak wtedy, gdy stał przed swoim Panem, gotów spełnić Jego rozkazy. I Pan w taki właśnie sposób zawsze go postrzega[43].
 
Jak już wspomniałam, przytoczony obraz jest jednym z najbardziej złożonych treściowo w całym dziele mistyczki. Julianna zauważa wiele wykluczających się cech sługi, co początkowo wprowadza zaciemnienie jej rozumienia. Wydaje się bowiem, że sługa ma w istocie dwa oblicza: poczynając od jego zachowania, poprzez przymioty i stosunek do Boga (bliskość z Nim), a kończąc na kroju i kolorze ubioru czy zajmowanym miejscu (raz stoi po prawej, a innym razem po lewej stronie Pana). Oto jak nam tę dwoistość tłumaczy:
 
Teraz jednak sposób, w jaki Pan patrzył na swojego sługę, był dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, spoglądał na niego tak jak przedtem, łagodnie, ze współczuciem i litością. Spojrzenie Pana miało również inne znaczenie, wewnętrzne i bardziej duchowe, które, gdy zostało mi objawione, pomogło mi lepiej zrozumieć zamiary Pana. Pan radował się myślą o dobrze zasłużonym odpoczynku i wielkiej chwale, jakimi zamierzał w swej wielkiej hojności obdarzyć sługę. Tak jakby mówił: „Oto mój sługa, którego kocham. Jakże wielkiego bólu i przykrości doznał w mojej służbie, z miłości do Mnie, z powodu swojej wspaniałomyślnej natury! Z pewnością byłoby słuszne wynagrodzić go za strach i przerażenie, ból, krzywdę i smutek. Czyż nie powinienem obdarzyć go czymś więcej, co by nie tylko wyrównało wszystkie cierpienia, lecz nawet było cenniejsze od jego własnego zdrowia przed upadkiem? Gdybym tego nie uczynił, nie okazałbym żadnej wdzięczności![44]
 
Oczywiście rozwiązaniem jest dostrzeżenie, że sługą słabym i umartwionym, który upadł jest Adam-człowiek, natomiast tym, który był wierny, prostoduszny i wspaniałomyślnej natury jest drugi Adam – Jezus Chrystus. Wedle Julianny Bóg objawia nam tu prawdziwą głębię swojej łaski, miłosierdzia i mądrości. To bowiem, co spowodowało rozłam między Stwórcą a stworzeniem, a co uosabia sługa Adam, pycha jako utożsamienie wszelkiego zła, zostało na krzyżu przezwyciężone przez pokorę i posłuszeństwo Syna Bożego. Gdy w innym z objawień mistyczka martwi się, widząc wszechogarniające zło i prosi Zbawiciela o pociechę, Ów tak ją uspokaja:
Nasz błogosławiony Pan odpowiedział łagodnie i z łagodnością, ukazując mi, że największym złem, jakie kiedykolwiek się stało, był grzech Adama. Pouczył mnie także, iż powinnam wziąć pod uwagę, jak wspaniałe było zadośćuczynienie za ten grzech. To zadośćuczynienie tak bardzo podoba się Bogu i tak wielką przynosi mu chwałę, że w porównaniu z tym niknie szkoda wyrządzona przez grzech Adama[45].
 
Przesłanie dzieła mistyczki z Norwich jest pełne optymizmu. W nawiązaniu do pokory jako cnoty pozwalającej nam przywrócić właściwą relację między stworzeniem a Stwórcą, należałoby podkreślić jeszcze jedną rzecz. Musimy bowiem pamiętać, iż nie można mylić pokory rozumianej jako cnota (ubóstwo w duchu) ze słabością ducha. Zwolennicy utożsamiania tych wartości nie są w stanie zrozumieć paradoksu chrześcijaństwa – potęgi pustki (the power of emptiness)[46]. Moc i duchowe udzielanie się Trójcy Świętej można porównać do fizycznego działania w wytwarzaniu mis – jeśli je napełnimy, staną się bezużyteczne (pozostaną bez potencjału)[47]. Macierzyństwo Boga pragnie udzielać się duszom i czynić sobie z nich mieszkanie. Aby było to możliwe musimy być (lub stać się) pustym naczyniem. Naszą mocą i siłą jest bierność, doznawanie – jeśli pójdziemy do Boga z pełnymi rękami, gdzie zmieści się On? To nasze żebractwo staje się naszą nadzieją. Chrystus pragnie jedynie zastąpić nasze samolubne pragnienia bezinteresownością, nie pozostawi nas z niczym. Nasze ubóstwo duchowe ma być prawdziwym bogactwem – tak, aby oddzielenie od strawienia, pochłaniania (consuming) zaowocowało pochłonięciem, strawieniem (consumed by) nas przez Boga.
 
Dopiero pokora pozwala nam poznać, że dla nas jako istot stworzonych nie ma nic bardziej naturalnego, nic piękniejszego i bardzie błogosławionego od bycia NICZYM, ażeby Bóg mógł być wszystkim[48].
 
W świetle prac znakomitych badaczy teologii moralności i świadectwa samej Julianny z Norwich uważam, że nieobecność pokory właśnie w świadomości współczesnego człowieka, brak skupienia na niej uwagi społecznej czy medialnej jest rysem szczególnie dramatycznym. Wspomniana mistyczka niemal do znudzenia podkreśla rolę pokory w relacji wiary, miłości i nadziei. Ufundowanie całego życia wewnętrznego na właściwym, pokornym właśnie, stosunku do Boga jest konieczne, aby kontemplacja wydała owoc, aby więc Marta i Maria mogły żyć zgodnie pod jednym dachem. Nieprzypadkowo bowiem słowo pokora, pokorny (humilis) jest związane z ziemią (humus). To podobieństwo wydaje się co najmniej dwuznaczne – jesteśmy bowiem prochem i w ten sposób nasz związek z ziemią może wydawać się czymś zasmucającym, lub wręcz tragicznym. Z drugiej jednak strony analogia wprowadza nas w obszar następujących skojarzeń: oto ziemia jest żyzna i płodna, może rodzić owoce, gdy sucha gleba jest nawodniona łaską Boga. Tylko ukorzenie człowieka przez łaskę jest w stanie odmienić jego spojrzenie nie tylko na Boga, ale również i na drugiego człowieka. Potrzeba takiego myślenia jest niezaprzeczalna, brak pokory w naszym świecie może wynikać między innymi z jej niewłaściwego pojmowania. Na szczęście możemy sięgać po dzieła tych, którzy praktykowaniu cnót poświęcili całe swoje życie.
 
Bibliografia:
 
  1. Julian of Norwich, Showings, translated from the critical text with an introduction by E. Colledge, O.S.A. and J. Walsh, S.J., preface by J. Leclercq, O.S.B, Paulist Press, New York 1978.
  2. Julianna z Norwich, Objawienia Bożej Miłości. Teksty wybrane przez mniszki z Solesmes, tłum. W. Szymańska, Warszawa 1997.
  3. Borkowska M. OSB, Twarze Ojców pustyni, Kraków 2001.
  4. Duchowość i religijność kobiet dawniej i dziś, pod red. E. Pakszys i L. Sikorskiej, Poznań 2000.
  5. Encyklopedia katolicka, t. III, Cenzor-Dobroszewicz, pod red. R. Łukaszyka, L. Bieńkowskiego, F. Gryglewicza, Lublin 1985 (hasło: cnota).
  6. Evangelical Dictionary of Theology, ed. By W.A. Elwell, Baker Books 1997.
  7. Gwiazda P., Życie kontemplacyjne według św. Grzegorza Wielkiego, Warszawa 2001.
  8. Hick J., Piąty wymiar. Odkrywanie duchowego królestwa, przeł. J. Grzegorczyk, Poznań 2005.
  9. Kingdom Ethics. Following Jesus in Contemporary Context, G.H. Stassen, D.P. Gushee, InterVarity Press, Illinois 2003.
  10. Klemens Aleksandryjski, Który człowiek bogaty może być zbawiony?, przekł. ks. J. Czuj, wstęp i oprac. ks. J. Naumowicz, Kraków 1995.
  11. Kreeft P., Back to virtue. Traditional Moral Wisdom for Modern Moral Confusion, foreword by R. Kirk, Ignatius Press, San Francisco 1992.
  12. Lewis C.S., Mere Christianity, New York: Macmillon 1943.
  13. Mecks W.A., The Origins of Christian Morality. The First Two Centuries, Yale UP, New Heaven and London 1993.
  14. Merton T., Mistycy i mistrzowie zen, przekład T. Bieroń, Poznań 2003.
  15. Meyendorff J., Teologia bizantyjska. Historia i doktryna, przeł. J. Prokopiuk, Warszawa 1984.
  16. Molinari P., Julian of Norwich: The Teaching of a 14th-Century English Mystic. New York: Arden Library, 1979.
  17. Murray A., Pokora. Klejnot świętych, red. K. Krystoń, T.J. Zieliński, Poznań 1989.
  18. New Dictionary of Christian Ethics & Pastoral Theology, editors D.J. Athinson, D.H. Field, InterVarity Press, Leicester, England 1995.
  19. O’Keefe M. OSB, Etyka a duchowość (tytuł oryginału: Becoming Good, Becoming Holy. On the Relationship of Christian Ethics and Spirituality), przeł. K.i M. Romankowie, Kraków 1998.
  20. Pismo Święte Nowego Testamentu, wstęp, nowy przekład z Wulgaty, komentarz przez ks. E. Dąbrowskiego, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań 1973.
  21. Readings in Christian Ethics. A Historical Sourcebook, ed. By J.P. Wogaman and D.M. Strong, Westminster John Knox Press, Louisville, Kentucky 1996.
  22. Romaniuk K., „A usta, które kłamią, zabijają duszę…” (Mdr 1, 11), [w:] „Homo Dei” nr 3 (213), 1989.
  23. Św. Augustyn, O państwie Bożym. Przeciw poganom ksiąg XXII, przeł. i oprac. W. Kornatowski, t. I, II, Warszawa 1977.
  24. Tugwell S. OP, Osiem błogosławieństw, tłum. W. Unolt [w:] www.tercjarze.dominikanie.pl/freta/lektorium/8_wstęp.htm (strona przejrzana 20.02.2006).
  25. Wells D.F., Losing our virtue. Why the Church Must Recover Its Moral Vision, Leicester 1988.


[1] Por. Julian of Norwich, A Revelation of Divine Love. Ed. Marian Glascoe. Exeter: University of Exeter, 1981; taż, A Book of Showings to the Anchoress Julian of Norwich, 2 parts, short and long texts, edited by E. Colledge and J. Walsh, Toronto: Pontifical Institute of Mediaeval Studies, 1978; Julianna z Norwich, Objawienia Bożej Miłości. Teksty wybrane przez mniszki z Solesmes, przeł. W. Szymańska, Warszawa 1997. W tych pozycjach znajduję się bibliografia opracowań na temat interesującej nas mistyczki.
[2] T. Merton, Mistycy i mistrzowie zen, przekład T. Bieroń, Poznań 2003, s. 153.
[3] Por. J. Meyendorff, Teologia bizantyjska. Historia i doktryna, przeł. J. Prokopiuk, Warszawa 1984, s. 15-18.
[4] Można w tym miejscu przywołać takie miejsca: Mk 8, 34; 1 Kor 1, 30; Rz 6, 2-11; Ga 2, 20; 1 J 4, 20. Por. M. O’Keefe OSB, Etyka a duchowość (tytuł oryginału: Becoming Good, Becoming Holy. On the Relationship of Christian Ethics and Spirituality), przeł. K.i M. Romankowie, Kraków 1998, s. 18-24.
[5] Ów werset z proroka Micheasza proponuje Mark O’Keefe uznać za postawę zrównoważonej duchowości, takiej więc, która uwzględnia powiązanie dziedziny duchowej i moralnej. Por. D. Dorr, Spirituality and Justice, Orbis, Maryknoll 1984, s. 8-18.
[6] Modlitwa jest świadomym aktem duszy. Dzięki zjednoczeniu z wolą naszego Pana przez wewnętrzne działania Ducha Świętego, modlitwa jest prawdziwa, pełna łaski i stała.[...] Gdy nasza wola nastawiona jest na pokorę i miłość, miłosierdzie i łaska czynią nas pięknymi i czystymi.[...] Sam bowiem Chrystus jest fundamentem praw, według których żyją chrześcijanie, i On nauczył nas przedkładać dobro nad zło. Julianna z Norwich, Objawienia Bożej Miłości, wyd. cyt., s. 64-65.
[7] W tym temacie odnajdujemy echo duchowości i teologii moralnej przede wszystkim Ojców Kościoła (z ich wyraźnym zapatrzeniem się w tekst Pisma) oraz – niemal na równi – wpływy innych angielskich mistyków. Szczególną rolę można tu przypisać anonimowemu autorowi Reguły dla zakonnicy (Ancrene Wisse) oraz wskazówkom zawartym w listach Richarda Rolle’a, który czyni wiele nowatorskich podziałów stopni miłości.
[8] Liczna słowniki i encyklopedie wprowadzają niezmiernie ciekawe powiązania pokory z takimi wartościami jak: uczciwość, mistyczną kategorią kompunkcji, czystością serca czy delikatnością (gentleness), uległością czy wreszcie, bojaźnią Bożą. Por. Evangelical Dictionary of Theology, ed. By W.A. Elwell, Baker Books 1997; New Dictionary of Christian Ethics & Pastoral Theology, editors D.J. Athinson, D.H. Field, InterVarity Press, Leicester, England 1995;  Readings in Christian Ethics. A Historical Sourcebook, ed. By J.P. Wogaman and D.M. Strong, Westminster John Knox Press, Louisville, Kentucky 1996; Kingdom Ethics. Following Jesus in Contemporary Context, G.H. Stassen, D.P. Gushee, InterVarity Press, Illinois 2003; D.F. Wells, Losing our virtue. Why the Church Must Recover Its Moral Vision, Leicester 1988; Encyklopedia katolicka, t. III, Cenzor-Dobroszewicz, pod red. R. Łukaszyka, L. Bieńkowskiego, F. Gryglewicza, Lublin 1985 (hasło: cnota).
[9] Cytaty z pism Julianny pochodzą z dwu źródeł: te podane w wersji polskiej (w przekładzie W. Szymańskiej) – Julianna z Norwich, Objawienia Bożej Miłości, wyd. cyt., natomiast nieliczne odniesienia w języku angielskim wskazują na tę pozycję – Julian of Norwich, Showings, translated from the critical text with an introduction by E. Colledge and J. Walsh, preface by J. Leclercq, Paulist Press, New York, 1978.
[10] Tamże, 73. rozdział (tekst długi), s. 323.
[11] Tamże, 24. rozdział (tekst krótki), s. 168.
[12] Pride and despair are twin brothers, they encourage each other: there is a secret pride in despair (a tragic grandeur, an overweening claim unfulfilled) and there is a secret despair at being human in pride’s demand to play God. P. Kreeft, Back to virtue. Traditional Moral Wisdom for Modern Moral Confusion, foreword by R. Kirk, Ignatius Press, San Francisco 1992, s. 103-104. W średniowieczu uosobienie rozpaczy niekiedy przedstawiano jako człowieka powieszonego na sznurze z zaciśniętymi pięściami.
[13] Na wagę pokory zwracali uwagę nie tylko autorzy Ewangelii, Ojcowie Kościoła, ale również (i to często w sposób niezwykle dobitny i piękny) mistycy. Ich przeświadczenie o wzniosłości tej cnoty, będącej odzwierciedleniem posłusznego i pełnego godności Chrystusa, miała wyraźnie doświadczalny charakter.
[14] Pierwszym owocem wszelkich cnót jest miłość, ale korzeniem jest pokora i tak jak pierwsze przykazanie – zawiera w sobie i implikuje wszystkie pozostałe. U Grzegorza Wielkiego – naśladowanie „wzniosłej pokory” Chrystusa staje się początkiem prawdziwej mądrości dla tych, którzy pokładali nadzieję w mądrości tego świata; może być drogą do odzyskania utraconego podobieństwa do Boga, jest cnotą niezbędną aby wznieść się ku kontemplacji i dodaje siły (walcząc z pychą) do dalszej przemiany życia – ks. P. Gwiazda, Życie kontemplacyjne według św. Grzegorza Wielkiego, Warszawa 2001, s. 26-27.
[15] Doskonała analiza egzegetyczna i hermeneutyczna treści błogosławieństw Chrystusa znajduje się w pracy: S. Tugwell OP, Osiem błogosławieństw, tłum. W. Unolt [w:] www.tercjarze.dominikanie.pl/freta/lektorium/8_wstęp.htm (strona przejrzana 20.02.2006). Jej wielką zaletą jest erudycja, z jaką autor porusza się po tym niełatwym temacie.
[16] Jako że w naszym ojczystym języku dysponujemy jedynie fragmentami Objawień Bożej Miłości oraz ze względu na fakt, że analiza musi niejako iść tropem samych słów, będę odwoływać się do oryginalnych kategorii oraz cytatów.
[17] Ogromna część przykładów i bezpośrednich oraz pośrednich inspiracji tej pracy opiera się na dwóch niezmiernie ciekawych pracach: P. Kreeft, wyd. cyt.; A. Murray, Pokora. Klejnot świętych, red. K. Krystoń, T.J. Zieliński, Poznań 1989. W nawiązaniu do tego grzechu Murray pisze, że stary wąż wsączył naszym rodzicom do serca jad pychy.
[18] Por. Ps 115, 11; Rz 3, 4; fragmenty w Księdze Jeremiasza i Ewangelii Jana.
[19] Por. K. Romaniuk, „A usta, które kłamią, zabijają duszę…” (Mdr 1, 11), [w:] „Homo Dei” nr 3 (213), 1989, s. 161-169.
[20] Por. J 14, 6.
[21] Por. J 8, 21-44; Rz 3, 7. Wspomniany już C.S. Lewis sugeruje, że pycha jest jedynym grzechem możliwym do popełnienia przez ducha czystego. Por. tenże, Mere Christianity, New York: Macmillon 1943, s. 94-97.
[22] O powiązaniu kategorialnym między Julianną a św. Augustynem, zob. P. Molinari, Julian of Norwich: The Teaching of a 14th Century English Mystic, London 1958, s. 60 i nast.
[23] Św. Augustyn, O państwie Bożym. Przeciw poganom ksiąg XXII, przeł. i oprac. W. Kornatowski, t. I, II, Warszawa 1977, tom drugi: ks. 14, XXVIII (s. 162-163). Por. także – tom pierwszy: ks. 1, Przedmowa (s. 91), ks. 5, XX (s. 295), ks. 9, XVII (s. 433), tom drugi: ks. 12, VII (s. 59).
[24] Często kojarzona ze świętością, jednak Najlepszym dowodem prawdziwości uświęcenia jest wzrastanie w pokorze. Pokora pozwala świętości Boga zamieszkiwać w stworzeniu i przez nie przeświecać. Jezus w nas – oto nasze uświęcenie. A. Murray, wyd. cyt., s. 43.
[25] Na interesowność – tak przecież obcą naturze owej cnoty – wskazuje polskie przysłowie: Pokorne cielę dwie matki ssie. Podobne (choć oczywiście bardziej skomplikowane) wyobrażenie pokornego człowieka posiada wiele osób. Przyczyniło się do tego współczesne użycie słowa „pokorny” – często wiązane jest ono z uległością wobec autorytetu, co jednak – na gruncie nauki Jezusa – jest wypaczeniem cnoty pokory. Wprawdzie Chrystus w pokornym geście obmył nogi swoim uczniom, nie uznawał ich jednak przy tym za autorytet.
[26] Albowiem każdy, kto się wywyższa, będzie uniżony, a kto się uniża, wywyższony będzie. (Łk 18, 14)
[27] Niebezpieczeństwo pychy i jej głębia w swej esencji dotyka chęci posiadania, chęci władzy, jest głębsza nawet od chęci przyjemności, gdyż pyszałek może się zgodzić na cierpienie, jeśli tylko jest w stanie je kontrolować. Taką sytuację opisuje S. Kierkegaard w Albo-albo, gdzie pojawia się historia o pokornym słudze, któremu pan każe przynieść wino, sługa starając się jak może zadowolić swego pana, przynosi najdoskonalsze wino w pięknym pucharze, a pan go gani i każe przynieść sobie wodę – czyni to w tym celu, aby nauczyć go, iż prawdziwa przyjemność zawiera się w postawieniu na swoim i przeprowadzeniu wszystkiego na swój sposób. Cytuję za: P. Kreeft, wyd. cyt., s. 100-101.
[28] Por. M. Borkowska OSB, Twarze Ojców pustyni, Kraków 2001.
[29] Klemens Aleksandryjski, Który człowiek bogaty może być zbawiony?, Przekł. ks. J. Czuj, wstęp i oprac. ks. J. Naumowicz, Kraków 1995.
[30] Również w innej kwestii znajdujemy bezpośrednie nawiązanie do Klemensa, choć oczywiście może być ono podyktowane tym samym źródłem, chodzi bowiem o podporządkowanie całej nauki zbawieniu jako kategorii naczelnej i rozumieniu życia jako przebywania w obecności Chrystusa, który jest Prawdą, Drogą i Życiem.
[31] Teologia okresu patrystycznego [...] była skrajnie chrystocentryczna. Chrystus uważany był za „miarę, model i cel życia duchowego”. Całe życie wierzącego zostało umożliwione przez odkupienie w Chrystusie, było karmione przez liturgię i zakorzenione w niej, a jego celem było pełne upodobnienie się do Chrystusa i jedność z Nim. Por. M. O’Keefe, wyd. cyt., s. 20.
[32] Wspominane dziełko Klemensa oraz Objawienia Bożej Miłości kończą niezwykle pięknie zinterpretowane słowa o Bożej Miłości. Myśliciel Aleksandryjski rozwija Pawłowy Hymn o miłości, Julianna natomiast odkrywa miłość jako zwornik i przyczynę każdej najmniejszej istoty i w tej prawdzie pokłada nadzieję.
[33] Rozdział 36. (Pokora wybranych – „Nasienie Boże w świecie”) analizowanego tekstu jest wyliczeniem określeń pokornych – są oni bardziej wybrani wśród wybranych, są światłością, solą ziemi, prawym dzieckiem i dziedzicem, prawdziwym „obrazem i podobieństwem Boga”. Por. Klemens Aleksandryjski, wyd. cyt., s. 102-103.
[34] Tamże, s. 72.
[35] Warto zaznaczyć, iż najważniejszym, pojedynczym wpływem była dla niej bez wątpienia Biblia, i to zarówno Stary, jak i Nowy Testament. Te zapisane elementy są obecne w trzech różnych formach: a) jako bardziej lub mniej bezpośredni cytat; b) jako źródło pomysłu przejętego i rozwiniętego przez Juliannę i jako c) nieświadome zapożyczenie umysłu zanurzonego w języku i sposobie myślenia charakterystycznych dla Biblii. Niezwykle czytelne są takie odniesienia jak: Bóg jako Matka (Izajasz i Mateusz), motyw Oblubienicy z Pieśni nad pieśniami, metafora duszy jako miasta Bożego (Psalmy 45, 47, 86, 121 i 126) oraz Listy św. Pawła (dualizm natury ludzkiej oraz obraz Kościoła jako Ciała Chrystusa).
[36] Julianna z Norwich, Objawienia Bożej Miłości, wyd. cyt., s. 74.
[37] Oczywiście mówię tu o upokorzeniu jako wyposażeniu w pokorę. Współczesne znaczenie tego zwrotu zaciemnia istotę analizowanej cnoty.
[38] Jest to oczywiście całkowite zapatrzenie się w Chrystusa, którego naśladowanie coraz pełniejsze i doskonalsze powinno być człowieczym pragnieniem oraz troską. To wchodzenie po stopniach doskonałości możliwe jest dzięki łasce kontemplacji, Julianna zresztą podkreśla szczególną właściwość Bożego działania – zawsze wyprzedzającego człowieka. Jesteśmy tak ślepi i nierozumni, że nigdy nie szukamy Boga, dopóki On w swej dobroci nam się nie ujawni. Dopiero, gdy dzięki Jego łasce coś z niego pojmiemy, dzięki tej łasce jesteśmy pobudzeni do szukania Go z wielkim pragnieniem, by pojąć jeszcze lepiej Jego świętość. [...] wszystko bowiem do czego jesteśmy zdolni, to szukać, cierpieć i ufać. Julianna z Norwich, Objawienia Bożej Miłości, wyd. cyt., s. 23.
[39] Tamże, s. 20.
[40] Jako że w tekście angielskiej mistyczki jest bardzo wiele rozważań na temat pokory, wplecionych w różnorakie tematy teologiczne i filozoficzne (oczywiście dotyczące modlitwy i Chrystusa, ale również grzechu, Wcielenia czy Matki Boskiej), podanie zwartej nauki o pokorze w tej pracy byłoby niemożliwe. Ograniczam się więc do zapowiedzianych w tytule refleksji.
[41] Tamże, s. 53-54.
[42] W oczach Boga rodzaj ludzki jest bowiem jakby jednym człowiekiem, a jeden człowiek jest jakby rodzajem ludzkim. Julianna z Norwich, Objawienia Bożej Miłości, s. 78.
[43] Tamże, s. 75.
[44] Tamże, s. 76.
[45] Tamże, s. 49.
[46] Na paradoksy we wczesnym chrześcijaństwie, czyli na początku formowania się wzorców zachowań, wskazuje m.in. W. A. Mecks w swojej książce: The Origins of Christian Morality. The First Two Centuries, Yale UP, New Heaven and London 1993. Pokazuje również przemianę powszechnie uznanego wyobrażenia wstydu i hańby (shame – śmierć krzyżowa) w pozytywną wartość (honor – zaszczyt, chluba). W podobnym kontekście Julianna rozważa kategorię ludzkiego grzechu.
[47] Por. P. Kreeft, wyd. cyt., s. 105-107.
[48] Por. A. Murray, wyd. cyt., s. 6.
< Poprzedni   Następny >
Mambo is Free Software released under the GNU/GPL License.